wtorek, 7 maja 2013

W kwietniu zużyłam,,, czyli Denko :)

Witajcie!

Dziś wieczorkiem przychodzę do Was z postem denkowym. Jak obiecałam będą szczegóły!
Jest kilka kosmetyków pielęgnacyjnych, ale,,, jest i KOLORÓWKA! Co mnie cieszy, bo wreszcie jej zapasy zaczynają topnieć.
Zaczynamy więc :)

Ciało:



SPA by SPN Nails - cukrowy peeling z pestkami litchi. Wspaniały kosmetyk. Cudownie pachnie, doskonale wygładza ciało. Jest przyjemny w użyciu, choć spodziewałam się, że będzie bardzo ostry dla skóry. Nic takiego! W dodatku, po zastosowaniu tego peelingu, ciało było pokryte delikatnym filmem. W dotyku skóra sprawiała wrażenie nie tylko gładziutkiej, ale natłuszczonej, nawilżonej i sprężystej. Dostałam go jako nagrodę, ale kupię, bo warto :)

Apart Natural - hipoalergiczny żel pod prysznic. Jedwab i noni. Kupiłam go przypadkiem, bo zabrakło mi żeli pod prysznic, a akurat byłam w markecie przy stoisku z chemią i wrzuciłam do koszyka. Kosztował jakieś 8zł. Zakochałam się! Cudownie pachnie, jeśli znacie serie kosmetyków z jedwabiem np. z Oriflame, ten delikatny pudrowy zapach,, po prostu się rozpływam! Dobrze się pieni, jest wydajny. Zawiera prebiotyki, które odbudowują i wzmacniają florę bakteryjną. Po kąpieli skóra jest delikatna, miękka i pachnąca. Przyznacie, że za taką cenę, taka ilość, takiej jakości,,, zasługuje na uwagę.

Joanna Naturia. Olejek do kąpieli i pod prysznic. Wanilia i śmietanka. Tego produktu chyba nie muszę opisywać, ani szczególnie zachwalać, ponieważ wiem, że cieszy się ogromną popularnością i każda z Was ma swój ulubiony wariant zapachowy.

Pollena Ostrzeszów. Biały Jeleń - żel pod prysznic hipoalergiczny. Naturalny. Zdobyty niemalże walką :) Zgarnęłam sprzed nosa Pani podążającej do półki z ostatnią sztuką w Schlecker'ze. Wielkie nadzieje i wielkie,,, rozczarowanie. Tak zachwalany na blogach, że zaciekawił mnie ogromnie. Niestety na mnie nie podział szczególnie. Po kąpieli czułam na skórze dyskomfort, skóra nie była zmiękczona , ani natłuszczona jak zapewnia opis producenta. Cóż,,, ja nie polecam. Przykro mi, ale mimo, że jestem alergiczką,u mnie się nie sprawdził.

Verona. Krem do depilacji - wyciąg z oliwki. Nie kupię, nie polecam, ble, fe i nie działa. Długo próbowałam dam mu szansę. Niestety, depilacja tym kremem, była dla mnie męką. Zawsze musiałam użyć po nim maszynki, bo szpatułka nie zbierała dobrze włosów, oczywiście tych na które podział krem,,, Podrażniał skórę, która pachniała nie oliwkami, a spalonymi włosami,,, Nie dziękuję!

L'Occitane Nawilżające Mydło Shea - Werbena. Cuuuuudowne! Doskonale się pieni, ślicznie pachnie, jeszcze długo po kąpieli czuć jego zach na skórze. Nie ściąga jej, nie podrażnia, skóra jest miękka i nawilżona. Zużyłam 3 i chcę więcej! :)



Włosy:



Garnier Ultra Doux. Olejek z awokado i masło karite. Cudownie pachnie i to na tyle jeśli chodzi o zachwyty. Przetłuścił mi niesamowicie włosy i dostałam takiego łupieżu, że masakra. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się wcale, zachwycona Ultra Douxem z olejkiem arganowym i żurawiną. Niestety nie kupię go więcej.

Procter&Gamble Head&Shoulders. Szampon przeciwłupieżowy -  przeciw wypadaniu włosów dla kobiet. Po tym pierwszym musiałam użyć czegoś na łupież, a Head to sprawdzony szampon, zawsze mi pomagał w takich awariach. W dodatku wybrałam wariant dla łamliwych włosów i polecam. Nie wiem co mi się stało, ale zapach ma wspaniały! Może to dziwne, ale przypadł mi do gustu do tego stopnia, że gdyby wypuścili serię produktów do pielęgnacji czy mycia ciała,, to byłaby moja :)

Dove Intense Repair. Odżywka. Moja ulubiona seria do włosów, więc nie przechwalę chyba :) Cudowna dla włosów, są  miękkie, łatwo się rozczesują, lśnią  i są wyraźnie wzmocnione. Warta zakupu, bo sprawdza się fantastycznie!



I miniaturka szamponu z odżywką Bienvenue Paris. Użyłam jej zaraz po basenie, więc jakiegoś działania długoterminowego nie mogę opisać. Generalnie fajna miniaturka na wyjazd, basen,,,, :)


Zapach:



Avon - Today. Jeden z moich ukochanych zapachów. Wszystko o nim napisałam TUTAJ

In Secret. Nie mam pudełka, na flakonie również nie ma informacji o producencie. Dostałam go w prezencie i raczej męczyłam. Dość słodki zapach, musiałam mieć "dobry" dzień, żeby go użyć, bo nie zawsze mogłam go nosić. Czasem miałam wrażenie, że jest mdły. Nie będę go raczej poszukiwać :)


Twarz:



Topicrem Essentials. Delikatna woda oczyszczająca do twarzy i oczu. Genialna! Przeczytaj TU dlaczego.

Be Beauty - wygładzające mleczko do demakijażu twarzy i oczu, by Biedronka. Uważam, ze jest rewelacyjne! Delikatne, nie podrażnia oczu, nie szczypie. Dobrze i dokładnie oczyszcza, w dodatku nie wysusza skóry i powoduje również, że szybko się przetłuszcza. W związku z m.in. tym produktem, mam dla Was ciekawostkę, o której już niedługo na blogu :) Polecam oczywiście.

Olay Total Effects - odmładzające serum wygładzające. Polecam. Stosowałam na twarz, szyję i dekolt. Szybko się wchłania, ślicznie pachnie i jest bardzo wydajne. Ma konsystencję, gęstej emulsji, pompka w opakowaniu jest doskonałym rozwiązaniem, dozuje oczekiwaną ilość kosmetyku. Jeden z moich pierwszych kosmetyków przeciwzmarszczkowych. Nie wiem, czy zdecyduję się na inne z tej serii mimo wielu bardzo pochlebnych opinii, ale to serum bardzo chętnie kupię ponownie. Na koniec dodam, że świetnie współgra z podkładem, zastosowane jako baza ;)


Eveline, Bio Hyaluron 4D - maseczka żelowa. Doskonała jeśli potrzebujesz szybkiego nawilżenia skóry. Bardzo szybko poprawia jej wygląd i stan nawilżenia. Wyraźnie wygładza i odświeża wygląd. Aplikuje się bardzo łatwo i szybko, to żel, który nie spływa z twarzy. Ja stosowałam ją na całą noc, nakładałam jak krem. Spisała się świetnie, dlatego mam ich zapas i polecam. 2x6ml za ok. 2,5zł.

Efektima - maseczka błyskawiczna Peel-off. I tutaj niespodzianka, nie napiszę o niej na razie nic :) O tej i innych maseczkach firmy Efektima przeczytacie nieco później :) Wspomnę tylko, że otrzymałam ją w zestawie kosmetyków do przetestowania od portalu Bangla.pl Jeśli macie ochotę zapoznać się z ciekawymi kosmetykami i je ocenić, zajrzyjcie na Banglę. A może paletki Sleek Was interesują? W prawym górnym rogu mojego bloga macie odnośnik,  gdzie je zdobyć.

Marion. Plasterki punktowe na wypryski. Stosowane na noc dają fajne efekty. Zawierają kwas salicylowy i olejek z drzewa herbacianego. Tanie i skuteczne. Warto się w nie zaopatrzyć.

Marion. Oczyszczające płatki na brodę i czoło. Są świetne! Nawet nie spodziewałam się, że tak dobrze oczyszczają pory. Aplikacja jest łatwa, mocno trzymają się skóry, a przy odrywaniu płatka wyciągają z niej co najgorsze. Warto o nich napisać więcej, więc wkrótce to zrobię ;)

Kolorówka:


Bourjois Volume Glamour Max Definition Mascara. Wodoodporna. Ideał nad ideały. Doskonała maskara, warta swojej ceny. Pojawiła się na początku 2012r i miałam okazję ją przetestować już wtedy. Oczarowała mnie i jest to kosmetyk niezbędny w mojej kosmetyczce! Niezwykle trwała. Przetrwała pobyt w saunie i na basenie. Poświęcę jej osobny wpis i przybliżę Wam jej zalety szerzej, bo naprawdę warto!

MNY Colossal Volume Express. Mam ich ok. 4. Tusz, który wpisał się na pewno w moją pasję makijażem i kosmetyczną przygodę. Mam do niego sentyment, bo to właśnie jako T zaczęłam pisać bloga. Maskara chyba Wam znana, spisuje się świetnie. Pogrubia i wydłuża rzęsy. Nie kruszy się i nie osypuje. Piękna, głęboka czerń, nadaje rzęsom zmysłowego wyglądu. Mam, bardzo lubię i polecam :)

Avon. Lash-Pro Mascara - Jilian Dempsey. Dwustronna maskara, która ma dwie szczoteczki, jedną normalną, drugą maleńką, do umalowania dolnej linii rzęs lub wykończenia. Tusz bardzo dobry, intensywna, zdecydowana czerń. Szczoteczka pięknie rozprowadzała tusz, wydłużając i pogrubiając rzęsy. Delikatnie się osypywał, ale efekt pięknych rzęs rekompensował tę wadę. Tusz generalnie polecam, choć nie wiem czy jest jeszcze dostępny. Strasznie irytuje mnie podejście firm katalogowych, dlatego, że najczęściej wycofują szybko fajne i naprawdę jakościowo dobre kosmetyki, a zostawiają w katalogach buble,,, Jeśli go jednak spotkacie, wypróbujcie!

Glazel. Silikonowa baza pod makijaż. Maleńkie opakowanie, bo dostałam ją jako tester, ale nie mogę o niej nie napisać. Bardzo wydajna, świetnie pokrywa cerę, wyrównuje, wygładza i świetnie też łączy się z podkładem. Nie roluje się, choć w opakowaniu po pod koniec tworzyły się grudki. Makijaż ładnie i długo się utrzymuje, cera jest matowa ok. 4 godziny, ale w końcu nie jest to baza matująca. Kosztuje sporo, ale myślę, że warto zainwestować, zwłaszcza, że się sprawdza i wystarcza na długo.


Miłego dnia :*

9 komentarzy:

  1. Spore denko :) I ile zużytych tuszy do rzęs! Podziwiam, moje w ogóle nie chcą sięgnąć dna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam podobne zdanie nt. szamponu z awokado i masło karite. Niestety zapach to jedyna jego zaleta.
    A z odżywki Dove też jestem zadowolona :)
    Avon - Today też muszę zdenkować.... Ale zapach mnie zmęczył.

    OdpowiedzUsuń
  3. te olejki z Joanny wielbie, ta wersja zapachowa jest moja ulubiona :)

    jestes koszmarna! jak moglas mi pokazac tusze?! Booooze, teraz juz czuje ze musze miec ten rozowy z Bourjois! co z tego, ze w kolejce czeka milion innych jak ten jest idealem?! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zdziwiona, że jeszcze go nie masz :D

      Usuń
  4. widzę mój ukochany olejek z Joanny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. gratuluję zużyć:)
    nie cierpię szmaponów Head&Shoulders, dostaję od nich tylko większego łupieżu:/

    OdpowiedzUsuń
  6. Maskara Bourjois to i mój ideał :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dużo zużytych kosmetyków, oj, Wy kobitki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. to mleczko z biedronki strasznie podrażniło mi oczy, więcej nie kupię

    OdpowiedzUsuń